W sobotnie południe Warszawa stała się miejscem, gdzie tysiące pracowników zrzeszonych w Ogólnopolskim Porozumieniu Związków Zawodowych zamanifestowało swoje niezadowolenie. Punkt startowy? Siedziba OPZZ przy ul. Kopernika 36/40. Punkt kulminacyjny? Plac Zamkowy.



Dlaczego wyszli na ulice?
Organizatorzy jasno podkreślali, że lista postulatów jest długa i dotyka codzienności milionów Polaków. Wśród nich znalazły się:
- wyższe płace i ochrona miejsc pracy,
- solidne usługi publiczne,
- sprawiedliwy zielony ład,
- lepszy transport,
- emerytury stażowe,
- etaty zamiast umów śmieciowych.
„Mamy europejskie ceny, a nie europejskie pensje” – mówił podczas marszu przewodniczący OPZZ Piotr Ostrowski.



Trasa pełna symboliki
Protestujący ruszyli sprzed siedziby związku i przeszli przez ulice Świętokrzyską, Mazowiecką i Królewską, mijając plac Piłsudskiego i Trębacką, by finalnie dotrzeć na plac Zamkowy. Widać było transparenty, słychać było hasła, a atmosfera – choć stanowcza – przebiegała w spokojnym duchu.

Listy do Rządu – oryginalna akcja
Jednym z ciekawszych elementów wydarzenia była inicjatywa „Listy do Rady Ministrów”. Każdy uczestnik mógł przynieść swój list z postulatami, wrzucić go do specjalnej skrzynki pocztowej i opatrzyć okolicznościowym stemplem przygotowanym przez Związek Zawodowy Pracowników Poczty. To prosty, ale mocny gest – bezpośredni przekaz do rządzących.

Co dalej?
Protest nie przeszedł bez echa. Jeszcze tego samego dnia delegacja OPZZ, szef związku Piotr Ostrowski, przewodniczący Federacji Związków Zawodowych Metalowców i Hutników w Polsce Mirosław Grzybek, przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Huty Łabędy, wiceprzewodniczący Federacji Artur Jacek Wilkoń spotkała się z przedstawicielami Kancelarii Prezydenta – Mateuszem Koteckim i Zbigniewem Boguckim. Związkowcy złożyli petycję, którą strona prezydencka przyjęła. – „Współpraca i rozmowa to fundamenty dobrych decyzji” – napisał Kotecki na platformie X






👉 Cała sobota pokazała, że głos związków zawodowych nie milknie i że pracownicy wciąż domagają się zmian. Czy rządzący odpowiedzą na postulaty? Czas pokaże, ale jedno jest pewne – w Warszawie zabrzmiały one głośno i wyraźnie.

